Wtorek [ 8.02.2011, 19:35]
Polityka bezsensownej walki o nieistotne szczegóły, pęczniejący dług publiczny, dysfukcyjne instytucje, lawinowy wzrost zatrudnienia przez pańswo. Czytając polską prasę i blogosferę, ma się czasem wrażenie, że wszystko dąży ku upadkowi. Łatwo przeoczyć to, że w nieco dalszej perspektywie 10-15 lat Polskę czeka bardzo korzystny splot okoliczności.
Po pierwsze, mamy silny popyt wewnętrzny, napędzany trochę przez jeszcze obecne nadrabianie 50 lat ograniczanej konsumpcji za komunizmu, nadal poczuciem bycia na dorobku i umiarkowanym poziomem zadłużenia osób prywatnych. Do tego ten popyt wewnętrzny to na tyle duża część krajowej gospodarki, żeby izolować nas od najgorszych wahań światowego wzrostu.
Po drugie, nasz najważniejszy partner gospodarczy to Niemcy, czyli ten kraj z G7, który rozwijał się najszybciej w ostatnim roku. Niemcy, ostatnia nadzieja strefy Euro, pędzi do przodu, napędzana pozytywnymi efektami reform ostatnich 20 lat i silnym popytem na ich produkty ze strony krajów rozwijających się. My jesteśmy ich naturalnym zapleczem gospodarczym, w przeciewieństwie do niekonkurencyjnych Franzcuzów, i będziemy na tym korzystać. Do tego obszar pomiędzy granicą a Rostockiem, Berlinem, Chociebużem i Dreznem to obszar ratowany przed staniem się czarną dziurą przez polska ekspansję, Drang nach Osten. Takie wykorzystanie tych terenów to pozytywny element dla obu stron.
Po trzecie, od południa i północy mamy atrakcyjne, stabilne rynki zbytu. Czechy zbliżają się poziomem życia do krajów zachodnich. a Skandynawia jest zamożna "od zawsze". Taka gospodarka regionalna z pewnością ułatwi wzrost.
Po czwarte, jesteśmy w najlepszej pozycji, by wykorzystać chłonne a trudne i nieprzewidywalne rynki wschodnie. Dopóki będzie płynęła ropa, dopóty my możemy zarabiać na nich.
Po piąte, i wewnętrzne, i zewnętrzne rynki zbytu będą mogły być obsługiwane w elastyczny, a więc zyskowny sposób. Zrzuciliśmy z siebie już jarzmo nieefektywnych komunistycznych inwestycji. Duża grupa siły roboczej, która umie spieprzyć z kraju w chudych latach, a wrócić w tłustych, stanowi rzadko spotykany rezerwuar elastyczności. A większa elastyczność to większa produktywność.
Po szóste, zaczynamy dorabiać się namiastki infrastruktury. Już nie trzeba jechać do Świecka, aby pokazać dziecku autostradę. Może nie niemieckiej jakości, ale zawsze. Do tego kolej odbiła się od dna - co prawda jest chaos, ale tonaż przewozów towarowych rośnie, sa przywracane zamknięte połącznia pasażerskie, wchodzą prywatni przewoźnicy. A większy ruch to więcej pieniędzy w systemie. Będzie powoli lepiej. A lepiej - to niższe koszty transportu dla firm.
Po siódme, w wiek produkcyjny właśnie wkroczył wyż lat 80., czyli wykształcony już w kapitalizmie. Wnosi on inną mentalnośc do biznesu, jest lepszym kapitałem ludzkim niz odchodzący wyż powojenny. To na pewno poprawi innowację.
Po ósme, jesteśmy częścią światowej gospodarki. Już nie wypada być dużą firmą i nie mieć oddziału, choćby małego, w Polsce. I Polacy w coraz większym stopniu znają zagranicę. To wszystko przyśpiesza transfer najlepszych rozwiązań, uczenie się na błędach innych.
Po dziewiąte, jesteśmy krajem stabilnym. Nie, nie dzięki PO. Dzięki mechanizmom władzy, które wykluczają właściwie scenariusz belgijski czy egipski. Pamiętacie pierwszy rząd Pawlaka i rząd Suchockiej? To na ich fiasku wypracowaliśmy niezłe procedury łamania parlamentarnego impasu. Przekazanie władzy Komorowskiemu po katastrofie smoleńskiej to była kwestia godzin, odbyło się modelowo. Państwo może jest chore, ale jest.
Po dziesiąte, z tych wszystkich możliwości ktoś korzysta. Tworzy się polski Mittelstand - średnie i małe firmy, które znalazły własne nisze i w nich prosperują. ZPUE Włoszczowa, toruńska Bella, VAN PUR z Rakszawy czy Atlas to przykłady firm, które ciągną polską gospodarkę.
Jak widać, mamy sporo szans do wykorzystania. Jeżeli ich nie spieprzymy, możemy gonić zachód. Damy radę.
komentarzy
Niedziela [30.01.2011, 13:11]
Pytanie, czy artystów można okradać, jest pytaniem otwartym. Koszt marginalny kopiowania utworu jest dziś w praktyce równy zeru, a artyści (w przeciwieństwie do wydawców) nie mają gorzej niż 20 lat temu, bo sumy wydawane na kulturę się nie zmniejszyły (na prośbę zapodam odpowiednimi pracami naukowymi).
Ale jak ja mam kupować muzykę, skoro wydawca nie uznał za stosowne umożliwienia mi ściągnięcia albumu z sieci, a pirackie wersje są dostępne za pomocą jednego kliknięcia? Mieszkam za granicą i nie mam zamiaru wydatkować energii i pieniędzy na ściąganie płyty tutaj.
komentarzy
Sobota [ 6.11.2010, 15:43]
Kalifornia odrzuciła propozycję legalizacji marihuany. Duża porażka zwolenników legalizacji, ale walka będzie trwała nadal
komentarzy
Wtorek [19.10.2010, 23:15]
Dania wprowadza podatek od tłuszczów nasyconych. ).
Akcyza na słodycze funkcjonuje od lat.
I kolejna erozja podatku progresywnego (akcyza, jako podatek od ilości, a nie od wartości, podniesie najbardziej ceny najtańszej żywności).
Zróżnicowane stawki VAT - tak. Opodatkowanie niezdrowych rzeczy - tak. Ale nie w takiej formie!
komentarzy
Czwartek [14.10.2010, 20:44]
Gruzja, widząc w handlu międzynarodowym i współpracy transgranicznej szansę na rozwój własnej gospodarki (idea obecna w międzynarodowej ekonomii politicznej od czasów Adama Smitha) umożliwiła ruch bezwizowy mieszkańcom republik przygranicznych.
MSZ RF oburza się, bo Gruzja to zło.
Brak mi słów.
komentarz
Wtorek [31.08.2010, 18:14]
Nie, nie będę pisał o "solidarności" wyrażanej wobec Henryki Krzywonos podczas akademii ku czci Solidarności. To wszyscy widzą, mimo że niektórzy (pozdrowienia dla red. Rybickiego) uważają gwizdy na akademii za przejaw demokracji.
Zagłębiłem się ostatnio w lewicującym kółku blogerów, których można pieszczotliwie określić inżynierami memetykami. Głównie M.R. Wiśniewski, ale także Inzynier Mruwnica, Wojtek Orliński oraz niejaki Eli Wurman. Serwują czasem fajne kąski, ale to, co przeczytałem u tego ostatniego, przeraziło mnie bardziej niż widmo życia tylko z literaturą kobiecą przez resztę życia.
Żeby korzystać z ich aparatu pojęciowego: strzelę mu ładnym flejmem, może się ucieszy. Z wpisu o małych miasteczkach ("http://eliwurman.wordpress.com/2010/08/29/zwykle-mile-miasta/") biją bowiem takie pokłady pogardy, że można dostać wrzodów. Eli Wurman myśli pewnie, że wykazał się wysokim poziomem inteligencji, piętnując beznadziejność takich czy innych miast w oczach ogólnej skali estetycznej. Nie, wykazał się zupełnym brakiem empatii. W małych, szarych miasteczkach żyją ludzie. Może mają inne zasoby niż Eli, może mają inne cele niż on, może nie rozumieją memów. Ale to są ludzie, i oni mają swoje małe szczęścia i małe porażki. Cieszą się z kupionej na raty pralki, nie chodzą do knajpy, tylko piją na miejscówce, chodzą na długie spacery. Same miasteczka może nie są piękne w opinii Eliego, ale zapewniam, że wielu ludzi znajduje w nich zakątki, które ich urzekają (powiedzmy, ja w Ostrowie:).
Trudno jest krytykować tekst, jeżeli obiektem krytyki są czyste uczucia. Nie jestem w stanie udowodnić sobie, na ile ta pogarda wybijająca się z tekstu jest prawdziwym uczuciem kol. Eliego (kazał sobie nie panować), a na ile funkcją nastroju. Ale mam nadzieję (żeby rzucić jakimś ładnym memem), że jak ewoki, które przestały być pedoberami, jak przeszły na jasną stronę mocy, Eli Wurman przeszedł na jasną stronę mocy i nauczył się doceniać małe, szare miasteczka. Niekoniecznie od razu w nich mieszkać - ale przynajmniej zrozumieć.
komentarzy
Wtorek [17.08.2010, 19:56]
komentarzy
Poniedziałek [ 9.08.2010, 10:55]
Rosjanie nie uszanowali naszej największej świętości! W ichnim serwisie satyrycznym zanlazłem coś takiego:

Oburzające! Skandal! Jak tak można! Zimnego Lecha tak lżyć! Po prostu musimy iść do wujka Wołodii i się poskarżyć!
komentarzy
Niedziela [ 8.08.2010, 16:06]
Jak potoczyłaby sie historia, jeżeli Łużyczanie by się przebili z głosem na konfernecji wersalskiej i powstałyby Czechosłowacjołużyce?
komentarze
Wtorek [27.07.2010, 22:14]
Usuwanie spontanicznie postawionego krzyża z powodu braku pozwoleń jest jak walka ze spontanicznym upiększaniem przestrzeni publicznej przez wlepkarstwo, graffiti, granie na ulicach itp.
komentarzy
Po pierwsze, mamy silny popyt wewnętrzny, napędzany trochę przez jeszcze obecne nadrabianie 50 lat ograniczanej konsumpcji za komunizmu, nadal poczuciem bycia na dorobku i umiarkowanym poziomem zadłużenia osób prywatnych. Do tego ten popyt wewnętrzny to na tyle duża część krajowej gospodarki, żeby izolować nas od najgorszych wahań światowego wzrostu.
Po drugie, nasz najważniejszy partner gospodarczy to Niemcy, czyli ten kraj z G7, który rozwijał się najszybciej w ostatnim roku. Niemcy, ostatnia nadzieja strefy Euro, pędzi do przodu, napędzana pozytywnymi efektami reform ostatnich 20 lat i silnym popytem na ich produkty ze strony krajów rozwijających się. My jesteśmy ich naturalnym zapleczem gospodarczym, w przeciewieństwie do niekonkurencyjnych Franzcuzów, i będziemy na tym korzystać. Do tego obszar pomiędzy granicą a Rostockiem, Berlinem, Chociebużem i Dreznem to obszar ratowany przed staniem się czarną dziurą przez polska ekspansję, Drang nach Osten. Takie wykorzystanie tych terenów to pozytywny element dla obu stron.
Po trzecie, od południa i północy mamy atrakcyjne, stabilne rynki zbytu. Czechy zbliżają się poziomem życia do krajów zachodnich. a Skandynawia jest zamożna "od zawsze". Taka gospodarka regionalna z pewnością ułatwi wzrost.
Po czwarte, jesteśmy w najlepszej pozycji, by wykorzystać chłonne a trudne i nieprzewidywalne rynki wschodnie. Dopóki będzie płynęła ropa, dopóty my możemy zarabiać na nich.
Po piąte, i wewnętrzne, i zewnętrzne rynki zbytu będą mogły być obsługiwane w elastyczny, a więc zyskowny sposób. Zrzuciliśmy z siebie już jarzmo nieefektywnych komunistycznych inwestycji. Duża grupa siły roboczej, która umie spieprzyć z kraju w chudych latach, a wrócić w tłustych, stanowi rzadko spotykany rezerwuar elastyczności. A większa elastyczność to większa produktywność.
Po szóste, zaczynamy dorabiać się namiastki infrastruktury. Już nie trzeba jechać do Świecka, aby pokazać dziecku autostradę. Może nie niemieckiej jakości, ale zawsze. Do tego kolej odbiła się od dna - co prawda jest chaos, ale tonaż przewozów towarowych rośnie, sa przywracane zamknięte połącznia pasażerskie, wchodzą prywatni przewoźnicy. A większy ruch to więcej pieniędzy w systemie. Będzie powoli lepiej. A lepiej - to niższe koszty transportu dla firm.
Po siódme, w wiek produkcyjny właśnie wkroczył wyż lat 80., czyli wykształcony już w kapitalizmie. Wnosi on inną mentalnośc do biznesu, jest lepszym kapitałem ludzkim niz odchodzący wyż powojenny. To na pewno poprawi innowację.
Po ósme, jesteśmy częścią światowej gospodarki. Już nie wypada być dużą firmą i nie mieć oddziału, choćby małego, w Polsce. I Polacy w coraz większym stopniu znają zagranicę. To wszystko przyśpiesza transfer najlepszych rozwiązań, uczenie się na błędach innych.
Po dziewiąte, jesteśmy krajem stabilnym. Nie, nie dzięki PO. Dzięki mechanizmom władzy, które wykluczają właściwie scenariusz belgijski czy egipski. Pamiętacie pierwszy rząd Pawlaka i rząd Suchockiej? To na ich fiasku wypracowaliśmy niezłe procedury łamania parlamentarnego impasu. Przekazanie władzy Komorowskiemu po katastrofie smoleńskiej to była kwestia godzin, odbyło się modelowo. Państwo może jest chore, ale jest.
Po dziesiąte, z tych wszystkich możliwości ktoś korzysta. Tworzy się polski Mittelstand - średnie i małe firmy, które znalazły własne nisze i w nich prosperują. ZPUE Włoszczowa, toruńska Bella, VAN PUR z Rakszawy czy Atlas to przykłady firm, które ciągną polską gospodarkę.
Jak widać, mamy sporo szans do wykorzystania. Jeżeli ich nie spieprzymy, możemy gonić zachód. Damy radę.